Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mizofonia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mizofonia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 lutego 2016

Jak radzić sobie z mizofonią?

Witajcie po dłuuuuuugiej przerwie! Wybaczcie mi moją nieobecność, ale pochłonęły mnie obowiązki związane z moim projektem inżynierskim. Ale jestem już po obronie i mogę chwilę odetchnąć, dlatego postanowiłam w końcu coś napisać :) A dzisiaj trochę o tym, jak w ogóle radzić sobie z tym przekleństwem zwanym mizofonią. Wiadomo, jest ciężko, czasami nawet bardzo, ja sama nie zawsze sobie z tym radzę, ale oczywiście nie należy się poddawać! Są pewne sposoby, które to ułatwią. A oto one:

  • noszenie przy sobie słuchawek - bez nich ani rusz. Nigdy nie wiadomo, kiedy się przydadzą. Ja osobiście zawsze słucham muzyki w drodze na uczelnię, do domu, gdziekolwiek. Niestety jestem zmuszona do jazdy komunikacją miejską, gdzie jest się narażonym na wszelkie nieprzyjemne odgłosy ze strony współpasażerów. Gdy zdarzyło mi się zapomnieć słuchawek albo zepsuły się one po drodze, było bardzo niemiło. Nie polecam. Słuchawki najlepiej zwijać w taki sposób, aby udało się je jak najszybciej rozwinąć, bez zbędnego rozplątywania. Żeby nie było takich problemów, jaki ja dzisiaj miałam :D Zapomniałam ładnie zwinąć słuchawki, a na przerwie między zajęciami zostałam nagle zaatakowana z dwóch stron odgłosami żucia i mówienia z pełną buzią, brr... A nie było dokąd uciec. Zanim zdążyłam rozplątać słuchawki, byłam już mocno zdenerwowana. Najprościej jest zawijać je w "ósemkę", tak jak na poniższych zdjęciach:




Źródło: Zdjęcia własne
  • noszenie przy sobie również zatyczek - ja używam woskowych. Można je kupić chyba w każdej aptece. Kosztują niewiele, bo koło 2 zł, a są naprawdę świetne. Ich plusem, poza ceną, jest również fakt, że są plastyczne i można je dostosować do kształtu ucha. Tłumią bardzo dobrze no i są niewielkie oraz nie przeszkadzają. Są również inne rodzaje stoperów, ale ich nie próbowałam.
  • biały lub różowy szum - biały szum jest połączeniem dźwięków o wszystkich częstotliwościach (np. dźwięk wentylatora), natomiast szum różowy jest pozbawiony wysokich częstotliwości. Polecam na przykład ściągnięcie sobie jakiegoś generatora szumów na telefon i słuchanie ich w słuchawkach - naprawdę świetnie blokuje to dźwięki z zewnątrz. Ja używam aplikacji "White Noise" - wersja free [Google Play] [iTunes] lub pełna wersja [Google Play] [iTunes]. Wersja bezpłatna jest w sumie niewiele mniej funkcjonalna niż wersja płatna. Można także słuchać sobie dźwięków natury żeby się odprężyć, a także tworzyć miksy. Istnieje również wiele innych generatorów szumu, wystarczy poszukać, wybór jest naprawdę spory. Oczywiście można również posłuchać szumów chociażby przez YouTube.

  • synchronizowanie dźwięków - kiedy inni wokół ciebie jedzą, ty też jedz. Najlepiej jak najwolniej. Zazwyczaj kiedy jemy, nie zwracamy uwagi na pozostałe jedzące osoby ("zazwyczaj" to kluczowe słowo).
  • unikanie denerwujących nas dźwięków - oczywiście izolowanie się nie jest dobre. Ale kiedy nic nie pomaga, nie mamy słuchawek, zatyczek, opuśćmy pomieszczenie, w którym znajduje się źródło dźwięku, pod byle pretekstem. Ale bez nerwów.

Póki co nie ma leku na mizofonię. Słyszałam natomiast o różnych terapiach, które mogą w mniejszym lub większym stopniu ją zahamować. Czy są one skuteczne? To pewnie kwestia indywidualna. W niektórych przypadkach może pomóc, w niektórych niekoniecznie. Zależy od osoby lub od siły mizofonii. Ja jeszcze z żadnej nie korzystałam. Terapie, które mogą pomóc:
  • psychoterapia poznawczo-behawioralna (ang. Cognitive Behaviour Therapy) - jest to terapia polegająca na rozmowie z terapeutą na temat naszego postrzegania siebie, świata, innych osób oraz na temat tego, w jaki sposób nasze zachowanie wpływa na nasze myśli i uczucia. Może ona zmienić nasz sposób myślenia i zachowania. Po więcej informacji na temat CBT, odsyłam do tej strony.
  • terapia Tomatisa - leczy zaburzenia uwagi słuchowej. Więcej można przeczytać w tym artykule.
  • terapia TRT (ang. Tinnitus Retraining Therapy) - leczy szumy uszne, ale może również pomóc w mizofonii.

To by było na tyle, jeśli chodzi o moje sposoby radzenia sobie z mizofonią. Może macie jakieś swoje własne sposoby, a może słyszeliście o innych, skutecznych terapiach? Zachęcam do podzielenia się nimi w komentarzu :) 

wtorek, 23 czerwca 2015

koszulki

Hej! Ostatnio założyłam sklep na cupsell.pl. Wzory, które tworzę, są przede wszystkim o tematyce filmowej, czy serialowej (jak na razie Sherlock, Supernatural i Doctor Who), ale dziś stworzyłam nową kategorię "mizofonia". Chętnie przyjmę propozycje na inne wzory (mizofoniczne i nie tylko). Polecam polubić moją stronę na Facebooku i tam wysyłać mi ewentualne propozycje :)

sklep: kategoria mizofonia
Facebook: fandomowa


niedziela, 21 czerwca 2015

Cześć! Ja już prawie po sesji, w środę czeka mnie "jedynie" poprawka kolokwium końcowego i w końcu upragnione wakacje! No, może jeszcze mam do zrobienia kilka zaległych zadań z dwóch przedmiotów, ale to już pikuś :) Cieszę się, że odpocznę od uczelni, tej presji, stresu, no i tych okropnych dźwięków! Wakacje też oznaczają spędzanie większej ilości czasu w domu, no ale coś za coś. Nigdy tak naprawdę nie ucieknę od tego wszystkiego. Staram się o tym nie myśleć, ale jako że jestem osobą niestety dość słabą psychicznie, zwyczajnie sobie z tym nie radzę. Choć staram się ze wszystkich sił. W rodzinie i znajomych właściwie nie znajduję wsparcia (dzisiejsze przedrzeźnianie mnie przez mojego chłopaka: "ale ty głośno jesz!", często słyszę też "opanuj się", "daj spokój" itp. itp.). Właściwie jedyne wsparcie znajduję w internecie, komunikując się z ludźmi, którzy cierpią na to samo. Jeśli jeszcze nie jesteście w tej grupie na Facebooku, to chciałabym wam polecić grupę "Mizofonicy": https://www.facebook.com/groups/1602459133307140/ . Istnieje też anglojęzyczna grupa "Misophonia Support Group": https://www.facebook.com/groups/misophoniasupport/?fref=ts . Bardzo polecam dołączenie do tych grup, jeśli macie Facebooka. Naprawdę miło jest wiedzieć, że nie jest się w tym wszystkim całkowicie samym. Przy okazji, znalazłam też "mapę mizofonii": http://www.misophoniamap.com/2014/09/blog-post.html?m=1 . Można na niej znaleźć innych mizofoników w swoim rejonie i na całym świecie. Warto też oznaczyć swoją przybliżoną lokalizację oraz dopisać swoje imię i mail - w ten sposób można komunikować się z innymi ludźmi, którzy również cierpią na to samo.
Życzę wam wszystkim miłego i CICHEGO wieczoru! :)

wtorek, 21 kwietnia 2015

Wiersz mizofonika

"Zainspirowana" dzisiejszymi triggerami, postanowiłam napisać króciutki wierszyk. Oto on:

Mlask, mlask, mlask, mlask,
Dźwięki denerwują nas,
Chrup, chrup, chrup, chrup,
Zaraz mi wybuchnie mózg,
Boli głowa, boli wszystko,
Kiedy siedzisz tak mnie blisko
I zajadasz coś ze smakiem
Wykazując się kultury brakiem,
Mlaskasz, siorbiesz i przełykasz,
Nie wiesz jak to głośno słychać?
Tap, tap, tap, tap,
W klawiaturę raz po raz,
Z całej siły w nią uderzasz,
Czy wiesz, że cicho też się da?
Wszędzie dźwięki, boli mnie,
Uspokoić nie da się,
Większe już zdenerwowanie,
Przedrzeźnianie, łez wylanie,
Nic z tych rzeczy nie pomoże,
Pomóż mi, o dobry Boże…
Głowy ból już coraz większy,
Lecz psychiczny jest silniejszy…
Sam ze sobą i z myślami,
Przez nikogo zrozumiany,
Ta choroba niszczy życie,
Czy wy tego nie widzicie?

wtorek, 14 kwietnia 2015

Właśnie siedzę na wykładzie i nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam. Moja cudowna koleżanka jak zwykle siedzi obok, wali w klawiaturę tego biednego laptopa i macha głową jak szalona. Jakby tego było mało, co chwilę pociąga nosem. Bardzo żałuję, że nie mam przy sobie zatyczek, następnym razem muszę pamiętać, żeby jakieś wziąć. Doszłam dziś do wniosku, że sposób, w jaki ona je i pije, jest taki sam jak mojej dwuletniej bratanicy. I wcale nie przesadzam. Wiem, że jestem bardzo wrażliwa jeśli chodzi o takie dźwięki, ale naprawdę nie przesadzam mówiąc, że jest wręcz niewychowana, zupełnie jak dziecko, które jeszcze nie jest nauczone podstawowych zasad. I to jej żucie gumy na zajęciach...

środa, 8 kwietnia 2015

Dawno mnie tu nie było, oj dawno. Nie będę znowu obiecywać, że od teraz będę częściej pisać. Oczywiście się postaram, ale nie obiecuję.
Ostatnio coraz bardziej zamykam się w sobie. Nie duszę wewnątrz problemów związanych tylko i wyłącznie z mizofonią, ale również wiele innych. Trochę się tego nazbierało. Dlatego postanowiłam napisać kolejną notkę, żeby chociaż tutaj pozwolić sobie trochę ponarzekać.
Rodzice oczywiście mnie nie rozumieją. Tyle razy próbowałam tłumaczyć, że to nie moja wina, że nie potrafię znieść pewnych dźwięków. Zawsze twierdzą, że przesadzam, że mam się uspokoić i tak dalej, i tak dalej. Mój chłopak też krzywo na mnie patrzy, kiedy źle reaguję na odgłosy wychodzące z jego ust podczas jedzenia. Niby rozumie, ale jednak nie rozumie. Mówiłam jeszcze o tym tylko mojej przyjaciółce i przyjacielowi. Tylko oni tak naprawdę mnie wspierają, choć kontakt z nimi mam bardzo ograniczony. Przyjaciółka wyprowadziła się w zeszłym roku do Warszawy. Oczywiście piszemy ze sobą, dzwonimy do siebie, ale to nie to samo. Często tęsknię za nią, potrzebuję się wygadać, ale nie mogę. Przyjeżdża bardzo rzadko. Raz ja byłam u niej. I chociaż baaaardzo denerwuje mnie sposób, w jaki je i pije (dość głośno) i nie tylko to, to wiem, że zawsze mnie wesprze. Natomiast mój przyjaciel mieszka bliżej, ale też nie na tyle, żeby tak często się widywać. W dodatku jest bardzo chory i dużo pracuje. To nam oczywiście nie przeszkadza w pisaniu ze sobą, ale tak łatwo nie jest. Być może w najbliższym czasie uda nam się znowu zobaczyć, bardzo na to liczę. On też mnie bardzo wspiera i jestem im niesamowicie za to wszystko wdzięczna.
Za to kiedy zostaję sama, jest gorzej. A jeszcze gorzej, kiedy muszę siedzieć z rodziną (choćby w te święta, brrr). Na uczelni też bardzo się męczę. Wspominana w wielu poprzednich notkach moja koleżanka z roku nie daje mi żyć. Od początku studiów (październik 2012) przeszłam z fazy "lubię ją, jest naprawdę spoko", przez "lubię ją, ale mnie wkurza" do obecnej "tak mnie wkurza, że niesamowicie jej nienawidzę". Nazywam ją koszmarem mizofonika. Jest źródłem chyba wszystkich możliwych triggerów, które jest w stanie wydać człowiek. I nie są to tylko triggery dźwiękowe, ale też i wizualne. Najgorsze jest to, że wszędzie za mną łazi. Nie mogę iść nawet spokojnie do łazienki. Gdzie nie usiądę, tam i ona. W takich sytuacjach przydają się słuchawki. Albo chociaż jedna, jeśli jestem na zajęciach (o moich sposobach radzenia sobie z mizofonią postaram się napisać w kolejnym poście - o ile się za niego zabiorę, ale mam taki zamiar). Choć przydałaby mi się też klapka na oczy, bo nie mogę patrzeć na to jej machanie głową w górę i w dół na zajęciach (jest krótkowzroczna, więc patrzy na rzutnik z wysoko uniesioną głową, za chwilę gwałtownie spuszcza głowę w dół i ląduje nosem w zeszycie albo na klawiaturze. I tak co chwilę, zazwyczaj po jednym słowie). Czasem mam ochotę zrezygnować z części zajęć i wrócić do domu, ale wiem, że tam też wcale nie jest lepiej. Często zwyczajnie nie wiem już, co ze sobą zrobić.

wtorek, 25 listopada 2014

Dawno mnie tu nie było... To z braku czasu. Trudno mi znaleźć choć chwilkę dla siebie. Teraz się udało :)
Z mizofonią wcale nie jest u mnie lepiej, możliwe, że nawet się pogorszyło... Albo jestem na uczelni, gdzie muszę przebywać z koleżanką, która mnie niesamowicie irytuje swoim mlaskaniem, bardzo głośnym stukaniem w klawiaturę i tak dalej, albo jestem w domu, gdzie wcale nie jest lepiej.
Chciałabym, żeby to się skończyło.

piątek, 18 lipca 2014

Do wczoraj byłam sama w domu. Przez 8 dni. To było zbyt piękne... dlaczego nie mogło trwać dłużej? Robiłam sobie co chciałam, chodziłam gdzie chciałam, a w domu panowała piękna cisza... Wczoraj niestety to się skończyło... Ledwo wróciła rodzina, już miałam ich dość. A lato jest niestety bardzo uciążliwe. Rodzice maja w zwyczaju bardzo głośno wypuszczać powietrze, kiedy jest gorąco. Nienawidzę tego. To jeden z powodów, dla których nie jechałam z nimi w góry. Po prostu bym z nimi nie wytrzymała psychicznie... 8 dni z rzędu, godzina w godzinę, minuta w minutę, bez przerwy z nimi. Nie, dziękuję. I wszystkie te inne dźwięki wydawane przez nich... nieeee...

piątek, 13 czerwca 2014

Nienawidzę komunikacji miejskiej. A jestem na nią skazana. Nie mogę mieć prawa jazdy i to mnie boli. Nie chcę się na ten temat rozpisywać, bo sama myśl o tym sprawia, że pod moimi powiekami rodzą się łzy.
W każdym razie - serio nienawidzę komunikacji miejskiej. Albo siądzie koło ciebie ktoś, kto głośno żuje gumę i macha szczęką jak jakaś krowa albo coś je, albo cmoka pijąc z butelki, albo - tak jak w zeszłym tygodniu - zepsuje się kasownik i co dwie sekundy będzie wydawał dźwięk kasowania, przez jakieś 20 (!) minut, albo - tak jak dziś - usiądzie koło ciebie starsza osoba, której trzęsie się głowa... Jeju, ja wiem, że ona nie ma na to wpływu, ale tak jak ona nie może nic na to poradzić, tak ja nic nie poradzę na to, że mnie to wkurza! Że bodźce wizualne też mnie niezwykle denerwują! Głupio mi było, ale dusiłam w sobie złość i jechałam cały czas albo z zamkniętymi oczami, albo patrząc w okno jak najdalej mogłam...

Jeszcze mam do was pytanko. Czy was też wkurza paplanina? Jak ktoś nawija i nawija bez końca? Ja niestety codziennie mam z tym do czynienia, bo moja mama ma to do siebie, że w kółko gada, prawie bez przerwy, czasem mam ochotę na nią przez to nakrzyczeć... a jak mi wejdzie do pokoju i zacznie nawijać...! Mam tego dość! Albo wczoraj, znowu w tym nieszczęsnym autobusie, jechało kilku chłopaków, trochę podpitych i paplali i paplali, nie mogłam tego znieść, a z drugiej strony autobusu siedziały jakieś gimnazjalistki i też nawijały i to takim piskliwym głosem, do tego się strasznie chichrały... Czy was też to denerwuje, czy tylko mnie? Nie wiem, czy jest to związane z mizofonią... Może w pewnym stopniu tak?
Jak sądzicie?

piątek, 6 czerwca 2014

Cześć!
No i znowu zaniedbałam bloga. Może w końcu uda mi się pisać częściej. Już sobie wszystko powoli układam. Bywało lepiej, ale nie jest źle :)
Za to mizofonia nadal POTWORNIE utrudnia mi życie. Dziś zestresowana przed ostatnim egzaminem, zrobiłam śniadanie i usiadłam sobie w kuchni, próbując się zrelaksować, ale jak przyszedł ojciec, usiadł przede mną i zaczął dmuchać na kawę, siorbać i tak głośno ją przełykać, to myślałam, że z nerwów chyba umrę i już nie dotrę na egzamin.
Ugh.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Wujek nie żyje już ponad 2 tygodnie. Próbuję się jakoś pozbierać i postaram się pisać częściej.
Na pogrzebie w kościele siedziała za mną jakaś starsza kobieta. W ogóle nie mogłam się skupić na mszy, bo za mną było tylko "ekhm, ciamk, smark" i tak w kółko. Mój zły nastrój i wielki smutek jeszcze potęgował reakcję na takie dźwięki, do tego stopnia, że podrapałam sobie całe ręce, aż zostały mi blizny. W ogóle mam już sporo takich mniejszych blizn na rękach, bo gdy słyszę trigger, odruchowo chwytam paznokciami za skórę rąk. Nie wiem, to chyba jakaś forma odstresowania się i skupienia na czymś innym.
Dziś natomiast byłam u mojego chłopaka na świątecznym obiedzie, deserze i kolacji. Ledwo już wytrzymywałam przy tym stole... Te wszystkie dźwięki... Coś strasznego. Ja rozumiem, że nie da się jeść zupełnie cicho. Ale żeby tak głośno przeżuwać i przełykać!
Za to po powrocie do domu zastałam rodziców i siostrę oglądających Hobbita, stwierdziłam, że też chętnie obejrzę i się przysiadłam, po czym natychmiast wstałam i poszłam do siebie do pokoju, bo tata coś jadł i jak zwykle potwornie głośno przeżuwał... Zwyczajnie nie wytrzymałam. Mizofonia zaczyna kontrolować całe moje życie, jest coraz gorzej i gorzej i nie wiem, jak sobie z tym radzić. Nie zawsze mogę sobie włożyć zatyczki czy słuchawki do uszu. Gdyby tylko istniał jakiś lek...

niedziela, 30 marca 2014

Witajcie, wybaczcie, że tak rzadko piszę, ale ostatnio wszystko mi się sypie. Nie chodzi o mizofonię, ale ona wszystko jeszcze pogarsza. Mój chory na raka wujek powoli już odchodzi, a ostatnio dowiedziałam się, że mój przyjaciel również jest śmiertelnie chory. Nie potrafię sobie z tym poradzić, w dodatku ilość nauki i prac do napisania mnie przerasta. Przepraszam.

poniedziałek, 17 marca 2014

Jedzenie spaghetti z ojcem to tortura. W ogóle przebywanie tylko z nim w domu jest torturą. Ciągle tylko słyszę sapanie, głośne wypuszczanie powietrza, wzdychanie... coś okropnego. Z całą rodziną w domu też nie jest łatwo... bo zamiast próbować jakoś mnie choć trochę wesprzeć, śmieją się ze mnie lub mają pretensje. Coś strasznego.

piątek, 14 lutego 2014

Witajcie.
Już od kilku dni mam wolne, sesja już zaliczona (wszystko za pierwszym podejściem!), ale nie mogłam się zebrać w sobie do napisania posta. Dopiero dziś czuję się na siłach.
Ostatnio trochę ze mną gorzej. Jest mi jakoś smutno, źle się czuję i tak dalej, a mizofonia się przez to nasiliła. Ten brak humoru trwa praktycznie od Sylwestra. Nie wiem co się dzieje.
Coraz więcej dźwięków doprowadza mnie do szału. I tak jak właściwie byłam w stanie mniej więcej tolerować odgłosy żucia czy siorbania wydawane przez mojego chłopaka, tak teraz nie potrafię tego znieść... Nie jestem w stanie. A do tego dochodzą kolejne dźwięki. Rodzinny obiad to tortura. Staram się zjeść go jak najszybciej, a potem cierpię na bóle brzucha. W ogóle kiedy rodzice są w domu, panuje tu straszny hałas. Nienawidzę tego. Za to uwielbiam tę ciszę, kiedy ich nie ma. Kiedy jestem tylko z siostrą albo kiedy jestem sama, zwłaszcza wtedy. Wtedy jest cudownie.
To wszystko mnie przerasta.

piątek, 31 stycznia 2014

Cześć

Znowu mnie długo nie było... Ale to wszystko dlatego, że pochłonęła mnie sesja. Ostatni tydzień był najgorszym w całym tym roku akademickim. Tutaj praca do napisania, tu mapa do zrobienia, tu egzamin, tu kolokwium... Wymiękam. Po prostu psychicznie i fizycznie wysiadam, wyglądam i czuję się jak zombie. Teraz przez weekend nawet nie będę mogła odpocząć. Zaraz godzina 21, ale już chyba pójdę po prostu spać.
Jedną z gorszych rzeczy jest to, że pewne zadanie robię razem ze wspominaną przeze mnie wielokrotnie koleżanką. Dziś z nią siedziałam nad tym na uczelni i myślałam, że zaraz jej coś zrobię. Nie potrafię już znieść jej obecności, jej widoku, sama myśl o niej mnie brzydzi i strasznie stresuje. Jak wyciągnęła jabłko, miałam ochotę wcisnąć je jej do gardła. To jak ona je... przechodzi wszelkie pojęcie. Nie dość, że mam mizofonię, to jeszcze mieliła to paskudne jabłko tuż nad moim lewym uchem, które mam bardzo wrażliwe na wszelkie dźwięki. A to wręcz fizycznie boli. Nie wiem, czy te dwie sprawy są ze sobą połączone, wydaje mi się, że nie. Nadwrażliwość ucha to raczej kwestia jego fizycznego uszkodzenia, tak myślę. Pamiętam, jak w podstawówce, jakieś 13 - 14 lat temu, koleżanka wrzasnęła mi na całe gardło do tego właśnie ucha. Może wtedy coś się stało, nie wiem. Ale wiem, że mam to bardzo długo i że mi przeszkadza. Natomiast mizofonia to raczej kwestia układu neurologicznego i psychiki.
Nieważne, w każdym razie obie sprawy bardzo utrudniają mi życie. Bardziej jednak mizofonia... Już wolę ten fizyczny ból ucha, niż wewnętrzną walkę ze sobą, kiedy słyszę jakieś mlaskanie, walenie w klawisze, siorbanie... To jest zdecydowanie gorsze.
No nic, idę powoli spać,
trzymajcie się

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Przepraszam, że ostatnio mniej piszę, ale zbliża się sesja i jestem zabiegana, mam teraz pełno zaliczeń i projektów do zrobienia. W dodatku jakoś ostatnio nienajlepiej się czuję, chyba przez stres związany z nawałem pracy i nie tylko.
Doszłam do wniosku, że jeśli chodzi o mizofonię, rozumieją mnie ludzie w internecie, a osoby mi najbliższe w ogóle mnie nie rozumieją. To jest straszne. Chciałabym znaleźć wsparcie u bliskich osób, rodziny, chłopaka, przyjaciół, ale go nie otrzymuję. Mogę jedynie rozmawiać z nieznajomymi ludźmi z mizofonią. Tylko oni mi pomagają, wspierają, a ja ich. To jest miłe, ale wiadomo, to nie to samo.

Muszę w końcu zapakować zatyczki do torby. Już dwa razy cierpiałam z ich braku na wykładzie, w zeszłym tygodniu i dzisiaj. Dziś na szczęście wpadłam na pomysł puszczenia sobie różowego szumu przez słuchawkę do jednego ucha, mam specjalny program na telefonie. Nie do końca zagłuszało to walenie w klawiaturę w wykonaniu koleżanki obok, więc ze złości wciskałam sobie słuchawkę w ucho, aż do teraz boli. Ale przynajmniej przetrwałam wykład. Potem mi mówiła, że za głośno słuchałam radia :P
Pozdro

sobota, 28 grudnia 2013

Hej, jak się macie po świętach?
Ja dobrze, poza tym, że czuję się taka pełna i nie mogę już patrzeć na jedzenie...
Odpoczywam sobie teraz od wszystkiego, mam wolne aż do 6 stycznia. Fajnie jest nie musieć słuchać tego walenia w klawiaturę i mlaskania tej jednej osoby z uczelni... uch, nie chcę nawet o tym myśleć.
Ale i tak nie jest mi łatwo, siedzenie przy wigilijnym stole było chwilami torturą. Siorbanie i cmokanie dziadka, głośne przeżuwanie taty... A jutro jadę do Warszawy na 2 dni. Perspektywa spędzenia całych dwóch dni tylko i wyłącznie z moimi rodzicami i siostrą trochę mnie przeraża. Trudno mi z nimi godzinę wytrzymać... A tu jeszcze na dodatek będziemy spać w jednym pokoju... to będzie męka. A tata chrapie, trzeba będzie zaopatrzyć się w zatyczki... Ale cóż, staram się o tym nie myśleć, tylko cieszyć się, że jadę do Warszawy.
Na razie ;)

piątek, 13 grudnia 2013

Dziś zrobiłam mały eksperyment...

I po chwili pożałowałam... Na fejsbukowym spotted MPK napisałam:
"Ludzie, błagam. Co za problem wydmuchać nos, kiedy macie katar? Jak nie macie chusteczek, poproście kogoś. To nie takie trudne. Naprawdę niemiło słucha się odgłosu wciągania tego wszystkiego z powrotem. Wydmuchacie nos i po problemie. I waszym i tych, co muszą tego słuchać. Dziś dziewczyna obok mnie męczyła się z 20 minut, ja próbowałam zagłuszyć to muzyką ze słuchawek, ale nie wyszło. Jak wydmuchała nos, miałam ochotę bić jej brawo. Ale się powstrzymałam. Tak, wiem, zaraz powiecie, że jak mam problem, to powinnam się przesiąść, włożyć zatyczki albo coś. Albo zaoferować chusteczkę (nie, aż tak niemiła nie jestem). Uwierzcie mi, że mam tak wrażliwe uszy, że usłyszę smarkanie z drugiego końca autobusu. Nie, nie przesadzam z tym wszystkim.
No dobra, może trochę. Nic nie poradzę. Pozdrawiam ciepło :)"

Podpisałam się jako mizofoniczka. Nie widzieli mojego prawdziwego imienia, nazwiska ani zdjęcia. Tam pisze się anonimowo. Chciałam sprawdzić ich reakcję. Chyba nawet nie sprawdzili, co znaczy mój podpis... Po pierwszym komentarzu pod tym postem od razu pożałowałam, że to napisałam. Ale trudno. Oto wyniki: 
Mam nadzięję, że coś widać. Dochodzą kolejne komentarze. Już ich nie wklejam. Nie mam siły na to. Większość komentarzy jest strasznie niemiła, część wręcz obraźliwa. Wniosek z eksperymentu: ludzie to idioci.
Pozdro

czwartek, 12 grudnia 2013

Chyba nie wytrzymam. Siedzę właśnie w uczelnianym bufecie. Naprzeciwko mnie koleżanka. Nie mogę się skupić na mojej pysznej zupie serowej. Błagam, zjedz swój obiad szybciej, a nie torturujesz mnie tak długo i powoli... Mam ochotę chwycić ją za włosy i cisnąć jej głową z całej siły w miskę z jedzeniem... o rany, skończyła na chwilę. Ale zaczyna się cmokanie i grzebanie w zębach. No i laptopek. Na razie jest spokój, ale jak zacznie walić w klawiaturę, to chyba wyjdę... A przede mną jeszcze wykład...

wtorek, 10 grudnia 2013

Jest gorzej. Jestem coraz bardziej wrażliwa na dźwięki. Znowu ledwo wytrzymałam na wykładzie, nie wiem, jak można tak mocno walić w tę klawiaturę i jeszcze machać łapami na lewo i prawo. Inni piszą tak cichutko, że ledwo słychać stukot klawiszy, w dodatku piszą dość szybko, a ona przez to duszenie klawiszy z całej siły, pisze potwornie wolno i potem ma pretensje, że nie nadąża. Jak mnie to irytuje!
Potem, kiedy poszłyśmy na obiad, miałam w uszach słuchawki i puściłam sobie różowy szum. Praktycznie nic nie słyszałam, ale za to widziałam... Z nosem w spaghetti żuła jak krowa. Uch.