piątek, 18 lipca 2014

Do wczoraj byłam sama w domu. Przez 8 dni. To było zbyt piękne... dlaczego nie mogło trwać dłużej? Robiłam sobie co chciałam, chodziłam gdzie chciałam, a w domu panowała piękna cisza... Wczoraj niestety to się skończyło... Ledwo wróciła rodzina, już miałam ich dość. A lato jest niestety bardzo uciążliwe. Rodzice maja w zwyczaju bardzo głośno wypuszczać powietrze, kiedy jest gorąco. Nienawidzę tego. To jeden z powodów, dla których nie jechałam z nimi w góry. Po prostu bym z nimi nie wytrzymała psychicznie... 8 dni z rzędu, godzina w godzinę, minuta w minutę, bez przerwy z nimi. Nie, dziękuję. I wszystkie te inne dźwięki wydawane przez nich... nieeee...

piątek, 13 czerwca 2014

Nienawidzę komunikacji miejskiej. A jestem na nią skazana. Nie mogę mieć prawa jazdy i to mnie boli. Nie chcę się na ten temat rozpisywać, bo sama myśl o tym sprawia, że pod moimi powiekami rodzą się łzy.
W każdym razie - serio nienawidzę komunikacji miejskiej. Albo siądzie koło ciebie ktoś, kto głośno żuje gumę i macha szczęką jak jakaś krowa albo coś je, albo cmoka pijąc z butelki, albo - tak jak w zeszłym tygodniu - zepsuje się kasownik i co dwie sekundy będzie wydawał dźwięk kasowania, przez jakieś 20 (!) minut, albo - tak jak dziś - usiądzie koło ciebie starsza osoba, której trzęsie się głowa... Jeju, ja wiem, że ona nie ma na to wpływu, ale tak jak ona nie może nic na to poradzić, tak ja nic nie poradzę na to, że mnie to wkurza! Że bodźce wizualne też mnie niezwykle denerwują! Głupio mi było, ale dusiłam w sobie złość i jechałam cały czas albo z zamkniętymi oczami, albo patrząc w okno jak najdalej mogłam...

Jeszcze mam do was pytanko. Czy was też wkurza paplanina? Jak ktoś nawija i nawija bez końca? Ja niestety codziennie mam z tym do czynienia, bo moja mama ma to do siebie, że w kółko gada, prawie bez przerwy, czasem mam ochotę na nią przez to nakrzyczeć... a jak mi wejdzie do pokoju i zacznie nawijać...! Mam tego dość! Albo wczoraj, znowu w tym nieszczęsnym autobusie, jechało kilku chłopaków, trochę podpitych i paplali i paplali, nie mogłam tego znieść, a z drugiej strony autobusu siedziały jakieś gimnazjalistki i też nawijały i to takim piskliwym głosem, do tego się strasznie chichrały... Czy was też to denerwuje, czy tylko mnie? Nie wiem, czy jest to związane z mizofonią... Może w pewnym stopniu tak?
Jak sądzicie?

piątek, 6 czerwca 2014

Cześć!
No i znowu zaniedbałam bloga. Może w końcu uda mi się pisać częściej. Już sobie wszystko powoli układam. Bywało lepiej, ale nie jest źle :)
Za to mizofonia nadal POTWORNIE utrudnia mi życie. Dziś zestresowana przed ostatnim egzaminem, zrobiłam śniadanie i usiadłam sobie w kuchni, próbując się zrelaksować, ale jak przyszedł ojciec, usiadł przede mną i zaczął dmuchać na kawę, siorbać i tak głośno ją przełykać, to myślałam, że z nerwów chyba umrę i już nie dotrę na egzamin.
Ugh.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Wujek nie żyje już ponad 2 tygodnie. Próbuję się jakoś pozbierać i postaram się pisać częściej.
Na pogrzebie w kościele siedziała za mną jakaś starsza kobieta. W ogóle nie mogłam się skupić na mszy, bo za mną było tylko "ekhm, ciamk, smark" i tak w kółko. Mój zły nastrój i wielki smutek jeszcze potęgował reakcję na takie dźwięki, do tego stopnia, że podrapałam sobie całe ręce, aż zostały mi blizny. W ogóle mam już sporo takich mniejszych blizn na rękach, bo gdy słyszę trigger, odruchowo chwytam paznokciami za skórę rąk. Nie wiem, to chyba jakaś forma odstresowania się i skupienia na czymś innym.
Dziś natomiast byłam u mojego chłopaka na świątecznym obiedzie, deserze i kolacji. Ledwo już wytrzymywałam przy tym stole... Te wszystkie dźwięki... Coś strasznego. Ja rozumiem, że nie da się jeść zupełnie cicho. Ale żeby tak głośno przeżuwać i przełykać!
Za to po powrocie do domu zastałam rodziców i siostrę oglądających Hobbita, stwierdziłam, że też chętnie obejrzę i się przysiadłam, po czym natychmiast wstałam i poszłam do siebie do pokoju, bo tata coś jadł i jak zwykle potwornie głośno przeżuwał... Zwyczajnie nie wytrzymałam. Mizofonia zaczyna kontrolować całe moje życie, jest coraz gorzej i gorzej i nie wiem, jak sobie z tym radzić. Nie zawsze mogę sobie włożyć zatyczki czy słuchawki do uszu. Gdyby tylko istniał jakiś lek...

niedziela, 30 marca 2014

Witajcie, wybaczcie, że tak rzadko piszę, ale ostatnio wszystko mi się sypie. Nie chodzi o mizofonię, ale ona wszystko jeszcze pogarsza. Mój chory na raka wujek powoli już odchodzi, a ostatnio dowiedziałam się, że mój przyjaciel również jest śmiertelnie chory. Nie potrafię sobie z tym poradzić, w dodatku ilość nauki i prac do napisania mnie przerasta. Przepraszam.

poniedziałek, 17 marca 2014

Jedzenie spaghetti z ojcem to tortura. W ogóle przebywanie tylko z nim w domu jest torturą. Ciągle tylko słyszę sapanie, głośne wypuszczanie powietrza, wzdychanie... coś okropnego. Z całą rodziną w domu też nie jest łatwo... bo zamiast próbować jakoś mnie choć trochę wesprzeć, śmieją się ze mnie lub mają pretensje. Coś strasznego.

piątek, 14 lutego 2014

Witajcie.
Już od kilku dni mam wolne, sesja już zaliczona (wszystko za pierwszym podejściem!), ale nie mogłam się zebrać w sobie do napisania posta. Dopiero dziś czuję się na siłach.
Ostatnio trochę ze mną gorzej. Jest mi jakoś smutno, źle się czuję i tak dalej, a mizofonia się przez to nasiliła. Ten brak humoru trwa praktycznie od Sylwestra. Nie wiem co się dzieje.
Coraz więcej dźwięków doprowadza mnie do szału. I tak jak właściwie byłam w stanie mniej więcej tolerować odgłosy żucia czy siorbania wydawane przez mojego chłopaka, tak teraz nie potrafię tego znieść... Nie jestem w stanie. A do tego dochodzą kolejne dźwięki. Rodzinny obiad to tortura. Staram się zjeść go jak najszybciej, a potem cierpię na bóle brzucha. W ogóle kiedy rodzice są w domu, panuje tu straszny hałas. Nienawidzę tego. Za to uwielbiam tę ciszę, kiedy ich nie ma. Kiedy jestem tylko z siostrą albo kiedy jestem sama, zwłaszcza wtedy. Wtedy jest cudownie.
To wszystko mnie przerasta.