wtorek, 14 kwietnia 2015

Właśnie siedzę na wykładzie i nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam. Moja cudowna koleżanka jak zwykle siedzi obok, wali w klawiaturę tego biednego laptopa i macha głową jak szalona. Jakby tego było mało, co chwilę pociąga nosem. Bardzo żałuję, że nie mam przy sobie zatyczek, następnym razem muszę pamiętać, żeby jakieś wziąć. Doszłam dziś do wniosku, że sposób, w jaki ona je i pije, jest taki sam jak mojej dwuletniej bratanicy. I wcale nie przesadzam. Wiem, że jestem bardzo wrażliwa jeśli chodzi o takie dźwięki, ale naprawdę nie przesadzam mówiąc, że jest wręcz niewychowana, zupełnie jak dziecko, które jeszcze nie jest nauczone podstawowych zasad. I to jej żucie gumy na zajęciach...

środa, 8 kwietnia 2015

Dawno mnie tu nie było, oj dawno. Nie będę znowu obiecywać, że od teraz będę częściej pisać. Oczywiście się postaram, ale nie obiecuję.
Ostatnio coraz bardziej zamykam się w sobie. Nie duszę wewnątrz problemów związanych tylko i wyłącznie z mizofonią, ale również wiele innych. Trochę się tego nazbierało. Dlatego postanowiłam napisać kolejną notkę, żeby chociaż tutaj pozwolić sobie trochę ponarzekać.
Rodzice oczywiście mnie nie rozumieją. Tyle razy próbowałam tłumaczyć, że to nie moja wina, że nie potrafię znieść pewnych dźwięków. Zawsze twierdzą, że przesadzam, że mam się uspokoić i tak dalej, i tak dalej. Mój chłopak też krzywo na mnie patrzy, kiedy źle reaguję na odgłosy wychodzące z jego ust podczas jedzenia. Niby rozumie, ale jednak nie rozumie. Mówiłam jeszcze o tym tylko mojej przyjaciółce i przyjacielowi. Tylko oni tak naprawdę mnie wspierają, choć kontakt z nimi mam bardzo ograniczony. Przyjaciółka wyprowadziła się w zeszłym roku do Warszawy. Oczywiście piszemy ze sobą, dzwonimy do siebie, ale to nie to samo. Często tęsknię za nią, potrzebuję się wygadać, ale nie mogę. Przyjeżdża bardzo rzadko. Raz ja byłam u niej. I chociaż baaaardzo denerwuje mnie sposób, w jaki je i pije (dość głośno) i nie tylko to, to wiem, że zawsze mnie wesprze. Natomiast mój przyjaciel mieszka bliżej, ale też nie na tyle, żeby tak często się widywać. W dodatku jest bardzo chory i dużo pracuje. To nam oczywiście nie przeszkadza w pisaniu ze sobą, ale tak łatwo nie jest. Być może w najbliższym czasie uda nam się znowu zobaczyć, bardzo na to liczę. On też mnie bardzo wspiera i jestem im niesamowicie za to wszystko wdzięczna.
Za to kiedy zostaję sama, jest gorzej. A jeszcze gorzej, kiedy muszę siedzieć z rodziną (choćby w te święta, brrr). Na uczelni też bardzo się męczę. Wspominana w wielu poprzednich notkach moja koleżanka z roku nie daje mi żyć. Od początku studiów (październik 2012) przeszłam z fazy "lubię ją, jest naprawdę spoko", przez "lubię ją, ale mnie wkurza" do obecnej "tak mnie wkurza, że niesamowicie jej nienawidzę". Nazywam ją koszmarem mizofonika. Jest źródłem chyba wszystkich możliwych triggerów, które jest w stanie wydać człowiek. I nie są to tylko triggery dźwiękowe, ale też i wizualne. Najgorsze jest to, że wszędzie za mną łazi. Nie mogę iść nawet spokojnie do łazienki. Gdzie nie usiądę, tam i ona. W takich sytuacjach przydają się słuchawki. Albo chociaż jedna, jeśli jestem na zajęciach (o moich sposobach radzenia sobie z mizofonią postaram się napisać w kolejnym poście - o ile się za niego zabiorę, ale mam taki zamiar). Choć przydałaby mi się też klapka na oczy, bo nie mogę patrzeć na to jej machanie głową w górę i w dół na zajęciach (jest krótkowzroczna, więc patrzy na rzutnik z wysoko uniesioną głową, za chwilę gwałtownie spuszcza głowę w dół i ląduje nosem w zeszycie albo na klawiaturze. I tak co chwilę, zazwyczaj po jednym słowie). Czasem mam ochotę zrezygnować z części zajęć i wrócić do domu, ale wiem, że tam też wcale nie jest lepiej. Często zwyczajnie nie wiem już, co ze sobą zrobić.

wtorek, 25 listopada 2014

Dawno mnie tu nie było... To z braku czasu. Trudno mi znaleźć choć chwilkę dla siebie. Teraz się udało :)
Z mizofonią wcale nie jest u mnie lepiej, możliwe, że nawet się pogorszyło... Albo jestem na uczelni, gdzie muszę przebywać z koleżanką, która mnie niesamowicie irytuje swoim mlaskaniem, bardzo głośnym stukaniem w klawiaturę i tak dalej, albo jestem w domu, gdzie wcale nie jest lepiej.
Chciałabym, żeby to się skończyło.

piątek, 18 lipca 2014

Do wczoraj byłam sama w domu. Przez 8 dni. To było zbyt piękne... dlaczego nie mogło trwać dłużej? Robiłam sobie co chciałam, chodziłam gdzie chciałam, a w domu panowała piękna cisza... Wczoraj niestety to się skończyło... Ledwo wróciła rodzina, już miałam ich dość. A lato jest niestety bardzo uciążliwe. Rodzice maja w zwyczaju bardzo głośno wypuszczać powietrze, kiedy jest gorąco. Nienawidzę tego. To jeden z powodów, dla których nie jechałam z nimi w góry. Po prostu bym z nimi nie wytrzymała psychicznie... 8 dni z rzędu, godzina w godzinę, minuta w minutę, bez przerwy z nimi. Nie, dziękuję. I wszystkie te inne dźwięki wydawane przez nich... nieeee...

piątek, 13 czerwca 2014

Nienawidzę komunikacji miejskiej. A jestem na nią skazana. Nie mogę mieć prawa jazdy i to mnie boli. Nie chcę się na ten temat rozpisywać, bo sama myśl o tym sprawia, że pod moimi powiekami rodzą się łzy.
W każdym razie - serio nienawidzę komunikacji miejskiej. Albo siądzie koło ciebie ktoś, kto głośno żuje gumę i macha szczęką jak jakaś krowa albo coś je, albo cmoka pijąc z butelki, albo - tak jak w zeszłym tygodniu - zepsuje się kasownik i co dwie sekundy będzie wydawał dźwięk kasowania, przez jakieś 20 (!) minut, albo - tak jak dziś - usiądzie koło ciebie starsza osoba, której trzęsie się głowa... Jeju, ja wiem, że ona nie ma na to wpływu, ale tak jak ona nie może nic na to poradzić, tak ja nic nie poradzę na to, że mnie to wkurza! Że bodźce wizualne też mnie niezwykle denerwują! Głupio mi było, ale dusiłam w sobie złość i jechałam cały czas albo z zamkniętymi oczami, albo patrząc w okno jak najdalej mogłam...

Jeszcze mam do was pytanko. Czy was też wkurza paplanina? Jak ktoś nawija i nawija bez końca? Ja niestety codziennie mam z tym do czynienia, bo moja mama ma to do siebie, że w kółko gada, prawie bez przerwy, czasem mam ochotę na nią przez to nakrzyczeć... a jak mi wejdzie do pokoju i zacznie nawijać...! Mam tego dość! Albo wczoraj, znowu w tym nieszczęsnym autobusie, jechało kilku chłopaków, trochę podpitych i paplali i paplali, nie mogłam tego znieść, a z drugiej strony autobusu siedziały jakieś gimnazjalistki i też nawijały i to takim piskliwym głosem, do tego się strasznie chichrały... Czy was też to denerwuje, czy tylko mnie? Nie wiem, czy jest to związane z mizofonią... Może w pewnym stopniu tak?
Jak sądzicie?

piątek, 6 czerwca 2014

Cześć!
No i znowu zaniedbałam bloga. Może w końcu uda mi się pisać częściej. Już sobie wszystko powoli układam. Bywało lepiej, ale nie jest źle :)
Za to mizofonia nadal POTWORNIE utrudnia mi życie. Dziś zestresowana przed ostatnim egzaminem, zrobiłam śniadanie i usiadłam sobie w kuchni, próbując się zrelaksować, ale jak przyszedł ojciec, usiadł przede mną i zaczął dmuchać na kawę, siorbać i tak głośno ją przełykać, to myślałam, że z nerwów chyba umrę i już nie dotrę na egzamin.
Ugh.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Wujek nie żyje już ponad 2 tygodnie. Próbuję się jakoś pozbierać i postaram się pisać częściej.
Na pogrzebie w kościele siedziała za mną jakaś starsza kobieta. W ogóle nie mogłam się skupić na mszy, bo za mną było tylko "ekhm, ciamk, smark" i tak w kółko. Mój zły nastrój i wielki smutek jeszcze potęgował reakcję na takie dźwięki, do tego stopnia, że podrapałam sobie całe ręce, aż zostały mi blizny. W ogóle mam już sporo takich mniejszych blizn na rękach, bo gdy słyszę trigger, odruchowo chwytam paznokciami za skórę rąk. Nie wiem, to chyba jakaś forma odstresowania się i skupienia na czymś innym.
Dziś natomiast byłam u mojego chłopaka na świątecznym obiedzie, deserze i kolacji. Ledwo już wytrzymywałam przy tym stole... Te wszystkie dźwięki... Coś strasznego. Ja rozumiem, że nie da się jeść zupełnie cicho. Ale żeby tak głośno przeżuwać i przełykać!
Za to po powrocie do domu zastałam rodziców i siostrę oglądających Hobbita, stwierdziłam, że też chętnie obejrzę i się przysiadłam, po czym natychmiast wstałam i poszłam do siebie do pokoju, bo tata coś jadł i jak zwykle potwornie głośno przeżuwał... Zwyczajnie nie wytrzymałam. Mizofonia zaczyna kontrolować całe moje życie, jest coraz gorzej i gorzej i nie wiem, jak sobie z tym radzić. Nie zawsze mogę sobie włożyć zatyczki czy słuchawki do uszu. Gdyby tylko istniał jakiś lek...